A tu takie "smaczki" dla Was:
https://youtu.be/AJJ8FXH7gfQ
https://youtu.be/DrnWhRJt9ug
Odnośnie zaufania do "służby zdrowia" to ja już dawno jestem "przebudzona". Były jednak takie sytuacje, za które teraz jestem wdzięczna, ale wtedy było bardzo ciężko. Przykład: dwa razy w ciągu tygodnia byłam na SORze z powodu kołatań serca, uczcia ucisku na klatce piersiowej, duszności, potwornego osłabienia, zawrotów głowy, które pewnego razu spowodowały, że się po prostu przewróciłam; nie uzyskałam żadnej pomocy, wręcz z wielkimi pretensjami powiedziane miałam, ze na SOR przyjeżdża sie z zawałem, udarem, ewentualnie zapaleniem płuc, a mnie nic takiego nie jest. Niedługo po tym, pewnej nocy pojawiło się silne drżenie całego ciała, okropne duszności, napięcie w okolicach szyi, zdrętwienie szczęki oraz części języka. Szczerze, klęczałam na podłodze i myślałam tylko, żeby jakoś to przeżyć. Wiedziałam, że na SOR nie nam co jechać, bo i tak nie uzyskam żadnej pomocy. Musiałam pomóc sobie sama. Takich sytuacji było oczywiście więcej, ja wam podałam jeden przykład. Szukałam, czytałam i okazało się, że nerwica często występuje razem z tężyczką utajoną(tą zależną od magnezu) i pewnie stąd takie dramatyczne objawy. I rzeczywiście mądrze przyjmowany magnez trochę pomógł. Przy okazji poszukiwania informacji o magnezie zapoznałam się z osobą prof. Juliana Aleksandrowicza, jego badaniami, odkryciami. Tu krótka wypowiedź osoby, która z nim współpracowała:
Zaszokował mnie już na początku. – Jestem Żydem, ani to moja wina ani zasługa – nieco patetycznie zaczął naszą pierwszą rozmowę. – Jako lekarz przedłużyłem życie tym, którzy w czasie wojny mnie uratowali. Odpłaciłem życiem za życie... Czy cokolwiek może przynieść człowiekowi większą satysfakcję niż przedłużenie życia drugiemu człowiekowi?… Tylko lekarz posiada ten dar… Jestem z genów żydowskich, lecz z kultury i gleby polskiej. Kim więc jestem? Nieraz mi radzono, bym pozostał za granicą. Czułem się obrażony taką propozycją. Z ciekawością pojechałem do Izraela i przekonałem się, że tam trudno by mi było żyć. Nie w tamtym, ale w tym kraju i dla tego kraju zrobiłem wszystko to, co zrobiłem…”.
Tu macie jeszcze jeden fragment:
– Wybuchł reaktor atomowy w Czarnobylu. Pędź, dziecko, do redakcji, bo trzeba ludzi ostrzec i powiadomić, żeby koniecznie wzięli jod – usłyszałam w słuchawce głos prof. Aleksandrowicza. – Jak najszybciej…
Był podekscytowany, zniecierpliwiony. Zresztą wszystko co mówił wydawało się ważne i pilne, wymagające szybkiej reakcji. Ale jaki reaktor atomowy? Jaki Czarnobyl? – zastanawiałam się zaskoczona tą dziwną wiadomością. Nigdy wcześniej nie słyszałam takiej nazwy. I co mam na to odpowiedzieć? Przy stole czekają na mnie goście. Gdybym nawet poszła teraz do redakcji, nikt mi nie zamieści w gazecie takiej informacji. Jeśli rzeczywiście dzieje się coś ważnego, poinformują o tym z Warszawy. Przywykłam już do tego, że tam decydują o zamieszczeniu najważniejszych wiadomości. – Dobrze, dobrze panie profesorze, zaraz skontaktuję się z redakcją – odpowiedziałam grzecznie a nieszczerze.
Wróciłam do gości i przerwanej rozmowy. Gdy po dwóch dniach podawałam swoim dzieciom spóźniony jod, nie mogłam sobie wybaczyć, że zlekceważyłam tę rozmowę. Nawet nie usiłowałam niczego w tej sprawie zrobić. Po kilku dniach zadzwoniłam do profesora:
– Tak mi wstyd, panie profesorze, nie zrozumiałam tego co pan do mnie mówił o Czarnobylu, nie doceniłam problemu” – tłumaczyłam się. – Nie martw się, dziecko, kardynał też nie zrozumiał – usprawiedliwił mnie wspaniałomyślnie.
Dzwonił więc w tej sprawie i do kardynała, przez kościoły chciał dotrzeć do ludzi z tą wiadomością. Pewnie telefonował gdzie tylko mógł, by wszystkich ostrzec. Pamiętam, że kiedyś powiedział: „ Jeśli w grę wchodzi ludzkie zdrowie, pójdę wszędzie, do partii i do Kościoła, bo nie moja ambicja jest tu ważna… Jestem lekarzem”. Nie znalazł jednak zrozumienia, jak dla wielu innych swoich przestróg, pomysłów, koncepcji.
